To ona przygotowała pierwszą choreografię i wcieliła się w rolę Anny Kareniny. Jednak w Warszawie możemy oglądać balet w choreografii Alexeia Rotmanskiego, przez wiele lat związanego z Duńskim Baletem Królewskim, a następnie z moskiewskim Baletem Bolszoj. W role bohaterów powieści wcielili się warszawscy tancerze. Założone przez choreografa zadanie wykonali poprawnie, zwłaszcza w roli głównej bohaterki Marta Fiedler, w drugim akcie baletu praktycznie nieschodząca ze sceny. Z pewnością uwagę widza zwróciła również scenografia przygotowana przez Mikaela Melbye, który wykorzystując środki multimedialne osiągnął niesamowity efekt głębi i realności.
Jednak mnie na długo zapadnie w pamięci Maja Plisiecka. Pojwiła się wraz z mężem na scenie, na koniec przedstawienia. Dla tancerzy i fanów tańca klasycznego to ona niewątpliwie była gwiazdą tego wieczoru. Jej niedoścignione wykonanie Odetty i Odylii z Jeziora Łabędziego na zawsze wpisało się w historię tańca klasycznego. I właśnie teraz, podczas zwykłych ukłonów pokazała klasę wspaniałej tancerki - te najcudowniej na świecie tańczące ręce, nieutracona gracja, płynność i lekkość ruchów. 20-tego listopada 2008 r. obchodziła swoje urodziny. Mimo, że pamiętałam ją z przed wielu lat, kiedy to tańczyła gościnnie w Warszawie, patrząc teraz wydawało się, że czas dla Niej się zatrzymał. Po powrocie do domu sprawdziłam datę urodzin Maji Plisieckiej, to po prostu niewarygodne...
[dsr]